|
16 czerwca rosyjskie służby graniczne oświadczyły, że od 1 lipca polskie statki turystyczne i pasażerskie nie będą mogły wkraczać na rosyjskie wody terytorialne. Dwa dni później, że zakaz będzie obowiązywał nie od 1 lipca, a od 21 czerwca. Wprawdzie, niemal natychmiast po wymienionej dacie Rosjanie wycofali się z ogłoszonych decyzji, ale do dziś nie wiadomo, kto i na jakiej podstawie podjął w Rosji takie decyzje, a więc także nie wiadomo, czy podobne niespodzianki nie spotkają nas w przyszłości. Zdaniem wielu jedynym sposobem na uniezależnienie się od Rosjan jest wybudowanie po stronie polskiej kanału łączącego Bałtyk z Zalewem Wiślanym. Należy zatem
Przekopać Mierzeję
Zalew Wiślany rozciąga się na długości 90 km, z czego 35 km leży po stronie polskiej. Część rosyjska nosi nazwę Zalewu Kaliningradzkiego. Część polska o powierzchni 328 km2 jest trzykrotnie większa od największego polskiego jeziora Śniardwy!
- Jest to "spora woda", umożliwiająca wielogodzinne rejsy o długich halsach. Woda tak spora, że w przypadkach złej widoczności zmuszająca do nauki korzystania z kompasu (może nawet i GPS!). Prawdziwe morskie przedszkole, zwłaszcza że woda słonawa - mówi Jerzy Kuliński, żeglarz i popularyzator żeglowania po Zalewie.
Zdaniem Kulińskiego jest Zalew "akwenem wymagającym znacznie większej czujności niż do której przywykli śródlądowcy. Można się tu sporo nauczyć oraz wdrażać pierwsze nawyki właściwe żegludze morskiej".
Jest przy tym akwenem wokół którego jest mnóstwo ciekawych rzeczy do obejrzenia. Letnie kurorty z dyskotekami (Krynica Morska, Stegna), spokojne, nieco wyludnione miasteczka (Tolkmicko), zabytkowa katedra i planetarium we Fromborku, obóz koncentracyjny Stutthof, latarnia w Krynicy Morskiej, zwodzone mosty nad Szkarpawą i Wisłą Królewiecką, śluzy, przepompownie, Elbląg z najnowocześniejszą... starówką Europy i jedną z najwyższych zjeżdżalni narciarskich na północy Polski czy wreszcie unikat klasy światowej: Kanał Elbląski.
Jak to się dzieje, że największy polski akwen otoczony tak atrakcyjnymi turystycznie terenami nie zapełnia się każdego lata żaglówkami?
Prezent od Stalina
Wbrew pozorom nie jest to pytanie retoryczne. Odpowiedź znana jest od 60 lat. Wtedy to kształtowały się granice Polski. Właściwie należałoby - w tym konkretnym przypadku powiedzieć - kształtowała je wola Stalina. Przez kilka miesięcy trwały przetargi w sprawie przynależności Szczecina i Królewca. Na początku zdawało się, że Królewiec będzie polski. Przez pewien czas urzędował w Królewcu przedstawiciel polskiej administracji morskiej - kpt. Ćwikliński. Ostatecznie jednak Stalin zdecydował o lokalizacji rosyjskiego militarnego przyczółka w tym mieście.
Polacy nieśmiało jeszcze raz próbowali zmienić losy Zalewu. W ramach "wyrównywania granicy" w Bieszczadach, Polska zaproponowała przekazanie terenów wraz ze Starą Pasłęką w zamian za rosyjską część Mierzei Wiślanej wraz z dostępem do Cieśniny Bałtijskiej. Oczywiście, skończyło się tak jak skończyć się musiało: Polacy usłyszeli groźne "niet" - bo przecież istotą istnienia kaliningradzkiej enklawy było wykorzystanie każdej możliwości szachowania wszystkich dookoła.
Wbrew pozorom upadek Związku Radzieckiego i demokratyczne reformy niewiele w tej materii zmieniły. Zalew nadal jest akwenem zamkniętym dla statków, które chcą wpłynąć do polskich portów. Formalnie możliwy jest ruch jednostek zarejestrowanych pod polską banderą, ale, po pierwsze: formalnie, to nie znaczy faktycznie, a po drugie: kto zainwestuje w rozwój akwenu niedostępnego dla obcokrajowców?
I tu kryje się odpowiedź na pytanie zadane dwa akapity wyżej. Zalew Wiślany to potencjalna bomba turystyczna, ale by spowodować jej eksplozję, trzeba wyciągnąć zawleczkę - czyli otworzyć swobodny dostęp do Zalewu. Można oczywiście negocjować z Rosjanami, tyle że od 15 lat te dyskusje trwają i na razie nie przyniosły żadnych efektów.
Tymczasem niejako w tle zrodził się pomysł rewolucyjnie prosty: należy wykonać kanał łączący Zalew z Bałtykiem po polskiej stronie i w ten sposób uniezależnić się od Rosji.
Wpuścić Rosjan w... ich kanał
Już w 1983 roku prof. Tadeusz Jednorał przedstawił opracowanie zatytułowane "Opracowanie podstaw procesu aktywizacji regionu elbląskiego w aspekcie transportu morsko-rzecznego, rekreacji i rybołówstwa". Jedną z ważniejszych tez opracowania była koncepcja bezpośredniego połączenia kanałem żeglugowym Zalewu Wiślanego z Zatoką Gdańską.
Autor przedstawił kilka lokalizacji ewentualnego kanału, ale większość argumentów przemawiała za okolicami Skowronek. W opracowaniu koncepcji brali udział specjaliści z wielu dziedzin. W rezultacie powstało dość kompletne opracowanie.
Projekt zakłada budowę kanału długości 1.300 metrów, 6 m głębokości, 40 m szerokości w dnie i 80 m szerokości na poziomie wody. Kanał miałby być wyposażony w jedną śluzą o długości 180 m, głębokości 6 m i szerokości 24 m. Średni czas przebycia kanału ma wynosić 20 minut. Nad kanałem ma być zbudowany most zwodzony.
Budowa kanału wymagałaby przerzucenia 1,5 mln m3 ziemi i kolejne 1,1 mln m3 z toru wodnego przez Zalew Wiślany do Elbląga. Koszt budowy szacowany jest na ok. 40 mln dolarów, czyli mniej niż 200 mln zł.
Prof. Jednorał szacuje, iż roczne przychody z opłat, obsługi statków i handlu wyniosłyby co najmniej 30 mln zł. Koszt budowy zwróciłby się więc po siedmiu latach. A jeśli amatorzy wpłynięcia na Zalew mieliby zapłacić za to 30 mln zł, to ileż więcej zostawili by w innych miejscach: w hotelach, restauracjach, portach, marinach - tworząc tym samym nowe miejsca pracy.
No właśnie: kto miałby zarobić na zbudowaniu kanału?
Kto na tym zarobi?
Port Elbląg
Elbląg jest miastem portowym i przemysłowym leżącym na styku dwóch wielkich systemów gospodarczych: Rosji i Unii Europejskiej. I to jedyne podobieństwo między nimi, a przecież na niczym tak łatwo się nie zarabia, jak na nierównościach. Wydaje się, że Elbląg zdał sobie sprawę z tej szansy i kosztem 4,3 mln euro buduje nowy port. Prócz nabrzeża rozładunkowego ma się w nim znaleźć miejsce na statki pasażerskie oraz nowoczesny basen żeglarski. Zasadność tej inwestycji jest możliwa tylko przy założeniu, że dostępność portu będzie gwarantowana.
Żuławy Wiślane
Kanał bezspornie zmniejsza zagrożenie powodziowe na Żuławach. Można powiedzieć, że gdyby w 1983 roku istniał przekop przez Mierzeję uchroniono by Wyspę Nowakowską przed powodzią. Powódź tą spowodowały bowiem niekorzystne wiatry. Najpierw zachodnie wpędziły ogromne masy wody do południowego i południowo-wschodniego Bałtyku, później skręciły na północne i zepchnęły spiętrzone wody do Zatoki Gdańskiej i przez Cieśninę Bałtijską do Zalewu Wiślanego. Nieszczęścia dopełniły wiatry wschodnie, które popędziły masy wody na Wyspę Nowakowską. Warto pamiętać, że w 1983 roku wody podniosły się o 1,55 metra. W 1995 podobny scenariusz wiatrów podniósł poziom wód o 1,62 metra - na szczęście wały jeszcze wtedy wytrzymały napór wody. A przecież przy takim scenariuszu niszczycielskich wiatrów otwarcie wrót spowodowałoby ujście nadmiaru wody do Zatoki.
Nie można zapominać, że obecne ujście Wisły, to także sztuczny kanał. Wybudowano go 150 lat temu, po 40 latach wahań. Decydująca o budowie była powódź, która spowodowała zniszczenia na skalę większą od kosztów budowy Przekopu Wisły.
Ekologia
Możliwość regulacji stanem wód za pomocą śluzy pozwala też na dość precyzyjne regulowanie jej jakości. W ten sposób można sterować nie tylko poziomem wody, ale wielkością jego zasolenia, poziomem zanieczyszczeń, zawiesin, wpływać na migrację konkretnych gatunków ryb...
Warto spojrzeć na parametru projektowanego kanału przez pryzmat Cieśniny Bałtijskiej, które została powiększona do monstrualnych rozmiarów: 400 metrów szerokości i 12 metrów głębokości.
Złoty piasek
Dwa miliony metrów sześciennych złocistego piachu to skarb. Kto bywał na plażach mórz południowych ten wie, że piachu na plaży nigdy nie za dużo. Komu wydaje się, że to argument w stylu przenoszenia Sahary powinno dać do myślenia to, że jedna z najpiękniejszych plaż świata - w Acapulco - jest plażą... sztuczną.
Żeglarstwo
Przygotowując się do pisania tego artykułu przejrzałem wiele stron i witryn tworzonych przez żeglarzy. Owszem tu i ówdzie wspomina się o tym, że płytki Zalew generuje krótką falę, która nie ułatwia pływania, ale generalna ocena jest jednoznaczna: tu powinno latem roić się od żagli! Mariny, czartery, windsurfing wraz z nierozłącznymi usługami turystycznymi to recepta na rozwój regionu nadzalewowego. Przy tym łatwość zamarzania Zalewu czyni z niego znakomite miejsce dla uprawiania sportów zimowych: bojery, narciarstwo, wędkarstwo...
Obronność
Nie znam się na strategii militarnej, ale skoro Rosjanom tak zależy na utrzymaniu kontroli nad Zalewem, to chyba coś w tym jest. Na pewno można osłabić, a nawet wyeliminować tą kontrolę.
Czy na pewno stracą?
Znane są argumenty środowisk przeciwnych budowie kanału.
Gwałt na naturze
Przekopanie Mierzei jest pogwałceniem naturalnych procesów geologicznych i biologicznych. Jego budowa zmieni m.in. strukturę gatunków ryb i zmieni zasolenie wody. Jeśli przyjąć założenie, że naturalne procesy są z "natury" lepsze, to można by spytać: po co budować wały przeciwpowodziowe - wszak są one wyraźnie skierowane przeciwko naturalnym procesom.
Gdyby takei myślenie obowiązywało nieco wcześniej nie byłoby m.in. Kanału Kilońskiego, Panamskiego, Sueskiego, Falsterbo, Gota, Kanał Piastowskiego, Kanał Jagiellońskiego ani Elbląskiego. Nie byłoby Gdańskiej Głowy, przepompowni w Chłodniewie no i nie byłoby... Żuław.
Zniknie Mierzeja...
Argument o zagrożeniu, które dla Mierzei spowoduje zmieniony przez falochrony układ prądów opiera się na doświadczeniach Półwyspu Helskiego. Tymczasem symulacje dowiodły, że trudno doszukać się analogii. Przede wszystkim tzw. ruch wzdłużbrzeżnego rumowiska w rejonie Skowronek wynosi 41 tys. m3 na rok, podczas gdy w rejonie Władysławowa przekracza 300 tys. m3 na rok.
...i znikną ryby
Poseł Stanisław Gorczycy niedawno apelował do rządu o wznowienie akcji zarybiania wód Zalewu. Prawda bowiem jest taka, że i bez kanału rybołówstwo na tym akwenie umiera. W 1948 roku rybacy złowili tu 1.150 ton ryb, zaś w 1993... 290 ton. A to nie cała prawda, gdyż ze spadkiem ilości idzie pogorszenie jakości ryb. Szlachetne gatunki zastępowane są przez te, których jakoś nie chcemy widzieć na swoich stołach.
Nabieranie tempa
Za sprawą Starostwa Powiatowego w Elblągu od ubiegłego roku sprawa budowy kanału przez Mierzeję nabrała nowego tempa. Starostwo powołało zespół, który ma zamiar wypromować tą ideę.
29 czerwca w Elblągu z inicjatywy Fundacji Ecobaltic i wójta Gminy Sztutowo doszło do spotkania, którego celem było ustalenie działań związanych z budową tegoż kanału. Prócz gospodarzy spotkania (wójt Sztutowa
Iwona Tyburska oraz przedstawiciele Fundacji Ecobaltic -
Jacek i Teresa Bocheńscy) na spotkanie przybyli m.in. prof.
Tadeusz Jednorał i prof. Krzysztof
Luks, starosta elbląski Sławomir Jezierski i szef programu promującego ideę budowy kanału
Marek Serdyński, autor planu przestrzennego zagospodarowania Gminy Sztutowo
Anna Talaga, szef Elbląskiego Stowarzyszenia Wspierania Inicjatyw Pozarządowych
Arkadiusz Jachimowicz, dyrektor Komunalnego Związku Gmin Nadzalewowych
Michał Oliwiecki, przedstawiciel Urzędu Miasta i Gminy w Nowym Dworze Gdańkim
Wiesław Podsiadło oraz niżej podpisany (przew. Komisji Promocji Miasta w Elblągu).
Przebieg spotkania miał dwie odsłony. W pierwszej mówiono o plusach przedsięwzięcia i słabości argumentów przeciwników przedsięwzięcia. W drugiej postanowiono przyjrzeć się konkretnym działaniom, które mogą przygotować grunt - w dosłownym tego słowa znaczeniu - pod inwestycję. Okazało się, że Gmina Sztutowo wprawdzie ujęła w planie przestrzennego zagospodarowania lokalizację przyszłego kanału, ale Starostwo Powiatowe w Nowym Dworze Gdańskim oprotestowało ten punkt planu. Wiesław Podsiadło zarzekał się, że przyczyną nie jest wrogie stanowisko starosty wobec projektu, ale brak informacji o koncepcji prof. T. Jednorała.
Organizatorzy obiecali, że dostarczą potrzebne materiały, by starostwo mogło odpowiedzialnie zająć stanowisko.
Będzie to o tyle prostsze, że prof. T. Jednorał udostępnił swoje materiały, w celu opracowania materiału promocyjnego, napisanego w sposób strawny dla osoby nie posługującym się językiem specyficznym dla naukowych badań.
Nieco w tle
Problemem, który nieco muśnięto podczas spotkania była kolizja z programem Natura 2000, do której musi dojść w przypadku chęci zrealizowania inwestycji. O programie tym pisałem kilka miesięcy temu. Program działa we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Z chwilą jego wdrożenia na jakimś obszarze nie wolno realizować inwestycji, które mogą pogorszyć walory ekologiczne danego obszaru. Zalew Wiślany znalazł się na liście obszarów chronionych tym programem.
Zasugerowałem, by spróbować włączyć projekt budowy kanału w unijny wielki program rozwijania transportu śródlądowego. W ramach programu ujęto szlak Berlin-Kaliningrad-Kłajpeda, niestety udział Polski w tym programie był dość nieudany. Był czas, gdy jednym z obszarów pilotażowych miała być gmina Stegna, ale wewnętrzne utarczki zniweczyły tą szansę.
Projekt budowy kanału powinno się także rozpatrywać w szerszym kontekście niż tylko gminy wokół Zalewu Wiślanego. Beneficjentem tej inwestycji może być subregion, który składać się będzie z terenów wokół Kanału Elbląskiego, Żuław Wiślanych i - oczywiście - gmin nadzalewowych, czyli terenów... byłego województwa elbląskiego.
I tą smutną refleksją nad podzieleniem spójnego obszaru na dwa województwa zakończę. Bo to już zupełnie inna bajka...
Jerzy Wcisła
|